Tu chowamy uczucia, które jeszcze nie są gotowe, żeby coś z nimi zrobić.
Emocje zamrożone na później: frustracje, których nie ma komu oddać, niepokoje, które nie chcą się rozpuścić, smutki zapakowane w folię po wczoraj.
Nie chodzi o to, by je ignorować. Chodzi o to, żeby przetrwać – i może, pewnego dnia, wrócić do nich z odrobiną ciepła i czułości.
Lodówka trzyma. Nie pyta. Nie ocenia.
Wrócisz do nich, kiedy będziesz gotowy. Albo nie.
🍰 Smutek w pudełku po serniku (bez pokrywki)
Dziś trafiłem na smutek, którego nie planowałem.
Zostawiony luzem, w plastikowym pudełku po serniku z niedzieli. Bez przykrywki, lekko przeschnięty, ale nadal lepki.
To ten rodzaj smutku, który nie ma powodu. Nie wydarzyło się nic. Po prostu coś osiadło – jak kurz na półce, której już nie zauważasz.
Leżał tam, w tej lodówce, obok absurdalnego optymizmu z maja i zaległej wiadomości do siebie sprzed roku.
„Nie zapomnij, że możesz się czuć gorzej. Ale też możesz nie.”
Nie wyrzucam go. Nie celebruję. Po prostu uznaję: dziś mam w środku resztkę, która przypomina, że też bywam miękki.
Jak ciasto, które ktoś przekroił, ale nie dokończył. I teraz już nikt nie wie, czy je dokończyć, czy po prostu przykryć folią i udawać, że go nie ma.
🥣 Frustracja w pojemniku po zupie (nieszczelna)
Dziś wyjąłem z lodówki emocjonalnej coś, co miało być już dawno wyrzucone.
Frustrację. Zapakowaną byle jak. W pojemnik po zupie pomidorowej z zeszłego miesiąca.
Trochę przecieka. Trochę pachnie wspomnieniem deadline’u, który miał być „na spokojnie”, a okazał się sprintem przez pole minowe.
Leżała tam, bo nie miałem siły się nią zająć. Bo przecież są ważniejsze rzeczy. Jak odpisać na maila, który brzmi jak mikroagresja w excelu.
Jeszcze nie teraz. Może jutro.
Albo kiedy znowu przypomni o sobie, rozwalając się w torbie razem z bananem i godnością.
🥡 Emocjonalne resztki z czwartku
Nie jestem pewien, co dokładnie czuję, ale znalazłem to dziś na dnie. Między wyrzutami sumienia a starym „może później”.
To coś jak zmęczenie, ale z nutą złości. Jakby frustracja zapomniała się ubrać i wyszła na zimno w samych myślach.
Nie wiem, kiedy to tam włożyłem. Może po tamtej rozmowie, może po milczeniu. Ale dziś to znalazłem. Wyschnięte, poszarzałe. Trochę moje, a trochę już tylko wspomnienie emocji.
Wyrzucić? Zjeść? Udawać, że nie widzę?
Jak co czwartek – zostawiłem to tam jeszcze na chwilę.