🪞 Lustro, w którym coś się rusza

Nie wszystko, co w nas się porusza, chce być nazwane.

To miejsce na opowieści, które nie wiedzą, czy są snem, czy wspomnieniem.
Na zdania, które nie mają pointy. Na myśli, które wracają tylko wtedy, gdy jesteś sam.

Możesz tu patrzeć długo. Albo nie patrzeć wcale.
I tak coś się poruszy.


🪞 Lustro #1 – Odbicie, które patrzy dłużej niż ja

Czasem patrzę w lustro i mam wrażenie, że to, co tam jest, ma lepszy plan na życie niż ja.

Nie mruga. Nie scrolluje. Nie udaje, że ogarnia. Po prostu patrzy – jakby mówiło: „Naprawdę znowu to samo? Znowu kawa i udawanie, że masz kontrolę?”

Czasem odwracam wzrok. Bo wiem, że ono wie. A ja tylko próbuję nie płakać, kiedy myję zęby.


🪞 Lustro #2 – Uśmiechnąłem się. Ono nie.

Spróbowałem się uśmiechnąć do samego siebie. Lustro odpowiedziało brakiem reakcji.

Może się spóźniłem z tym uśmiechem. Może ono już mnie nie rozpoznaje. Albo po prostu nie ma humoru – tak jak ja, ale wcześniej.

W każdym razie teraz obaj patrzymy. I nic nie mówimy.


🪞 Lustro #3 – Zamknąłem oczy. Ale ono nie zniknęło.

Myślałem, że jak zamknę oczy, to to z lustra zniknie. Ale nie. Ono dalej tam było. Czekało.

Może to nie lustro. Może to ja – z innego czasu. Z tej wersji, co nie miała planów, ale miała jeszcze siłę wstać bez powodu.

Nie jestem pewien, kto pierwszy się poruszył. Ale wiem, że ja pierwszy się przestraszyłem.


🪞 Lustro #4 – Zobaczyłem siebie i to nie był błąd systemu

Patrzyłem na siebie dłużej niż zwykle. Czekałem, aż coś się zawiesi. Nie zawiesiło się.

To byłem ja. Bez filtra. Bez uśmiechu „dla innych”. Bez miny „ogarnąłem życie”.

Nie byłem ładny. Nie byłem spokojny. Ale byłem prawdziwy. I to było przerażające – i trochę piękne.