To pytanie pojawia się w ciszy, gdy na chwilę milknie codzienność. Gdy nikt nie patrzy, nie ocenia, nie oczekuje. Kiedy opadają role – pracownika, rodzica, partnera, obywatela. Wtedy zostaje ono: kim jestem naprawdę?
To nie jest pytanie, na które można odpowiedzieć szybko. Nie chodzi o imię, wiek, zawód czy status. Te rzeczy są prawdziwe, ale zewnętrzne. Czasem wręcz mylące. Bo można znać czyjeś imię, a nie wiedzieć o nim nic. Można wiedzieć, co ktoś robi – i nie mieć pojęcia, kim jest.
Nie jestem tym, co robię
Wielu z nas utożsamia się z funkcjami: „jestem nauczycielem”, „jestem programistką”, „jestem matką”. Ale czy to naprawdę ja? A jeśli stracę tę pracę, ten tytuł, tę relację – przestanę istnieć?
To pytanie obnaża naszą zależność od tego, co zewnętrzne. A przecież pod spodem jest ktoś, kto czuje, myśli, marzy, boi się, pamięta i zapomina. Ktoś, kto się zmienia.
Jestem tym, kto pyta
Może nie da się w pełni opisać, kim jesteśmy – ale można poczuć, kim nie jesteśmy. Nie jesteśmy wyłącznie naszym ciałem, emocjami, opiniami innych. Nie jesteśmy historią, choć ona nas ukształtowała. Nie jesteśmy nawet naszymi myślami – bo potrafimy je obserwować.
Kim więc jestem? Może jestem właśnie tym pytaniem. Tą świadomością, która szuka. Tym miejscem w środku, które widzi więcej, niż potrafi powiedzieć.
Nie ma jednej odpowiedzi
Nie ma jednej definicji, która opisałaby, kim jesteśmy.
Dla niektórych to, kim jesteśmy, wynika z relacji z Bogiem.
Dla innych – z wewnętrznej ciszy, którą w sobie odnajdują.
Jeszcze inni odkrywają siebie poprzez działanie, tworzenie, bycie z drugim człowiekiem.
To pytanie nie musi być rozwiązane raz na zawsze.
Może pozostać żywe – jak kompas, który nie pokazuje jednej drogi, ale pomaga nie zgubić siebie.
Bo może nie chodzi o to, by znaleźć siebie i mieć to za sobą.
Może chodzi o to, by ciągle się spotykać – ze sobą, z drugim człowiekiem, z życiem.
I nie przestawać pytać: kim jestem dziś?