📋 Z rzeczy, które mnie nie zaskoczyły

Nie chodzi o to, że nie liczyłem na więcej. Tylko że się nauczyłem.

To miejsce na suche komentarze, znudzone przemyślenia i wszystko to, co wydarzyło się znowu.

Rzeczywistość powtarza się jak kiepski dowcip.
A ja to zapisuję, żeby nie musieć udawać, że mnie to jeszcze rusza.


📋 Spotkanie, które mogło być mailem

Było spotkanie. 43 minuty, z czego 17 to: „czy mnie słychać?”

Na końcu i tak wszyscy dostali maila z podsumowaniem, którego nikt nie przeczytał, bo był za długi. Więc nikt nie wie, po co było to spotkanie. Ale kalendarz wyglądał, jakby coś się działo. A przecież o to chodzi – performance życiowy.

Nie zaskoczyło mnie to. Ale zabolało tak, jak zawsze.


📋 Ktoś znowu powiedział „jesteśmy jak rodzina” – w firmie

Oznacza to dokładnie to, co zawsze: nie ma granic, nie ma podwyżek, ale za to jest poczucie winy, gdy wyłączysz telefon po 18:00.

Jak rodzina, tylko bez uczuć i z raportem do wypełnienia do jutra.

Nie zaskoczyło mnie to. Ale zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem adopcyjny.


📋 Mail zatytułowany „szybka sprawa” – 14 akapitów

Otworzyłem go z nadzieją, że to będzie coś lekkiego. Zamiast tego dostałem esej z załącznikiem, dwoma podpunktami w tabeli i pytaniem: „Co o tym sądzisz?”

Co sądzę? Że kłamstwo zaczyna się od tytułu. I że może nie jestem gotów na takie relacje z ludźmi o tej porze tygodnia.

Nie zaskoczyło mnie to. Ale zrezygnowałem z czytania po trzecim 'odnośnie’.


📋 Dostałem feedback, który był tylko rozczarowaniem w przebraniu

Brzmiało to tak: „Doceniamy Twój wkład, ale…” I w tym „ale” zmieściło się wszystko, czego nie chciałem dziś słyszeć.

Nie było nic konstruktywnego. Tylko poczucie, że znowu nie jestem wystarczający, ale w tonie grzecznym i z nagłówkiem „rozwój osobisty”.

Nie zaskoczyło mnie to. Ale założyłem kaptur emocjonalny i nie wychodzę do ludzi do poniedziałku.